„Edukacja domowa jest alternatywą i na pewno nie zastąpi szkoły, bo są dzieci, które doskonale w niej funkcjonują. Ale przyjmując, ze każdy człowiek jest niepowtarzalną indywidualnością (a dziecko to też człowiek) więc może zadecydować, czy chce się uczyć w szkole czy w domu.
Jestem jednych z tych, którzy chcą pomóc swemu dziecku, które przez 6 lat tzw. socjalizacji szkolnej zaczęło przejawiać symptomy fobii szkolnej, a wyjście do szkoły stawało się karą ( tylko nie wiadomo za co). Mamy pierwszy od 6 lat koniec sierpnia, podczas którego nasza córka nie wpada w depresję, jest uśmiechnięta, zadowolona, pełna optymizmu i chęci do nauki. Edukację zaczęliśmy już od początku sierpnia, bardzo nam odpowiada, a moja córka z niedowierzaniem stwierdza, ze nie wkuwając na pamięć opanowała potrzebne wiadomości. Poza tym to, co w szkole zajmowało kilka godzin, nam zajmuje góra dwie. Córka ma czas na rozwijanie swoich zainteresowań. Planujemy wiele zajęć dodatkowych, różne przedsięwzięcia w środowisku lokalnym - bo teraz będzie miała na to czas i chęć ( a nie po 7 godzinach nieefektywnego siedzenia w szkole). Moje dziecko jest już w takim wieku, że nie muszę rezygnować z pracy, będę raczej osoba wspomagającą, zachęcającą do samokształcenia i czuwającą nad realizacją” - pisze na forum internetowym belfer67.
Nie taki diabeł spraszny....
Dla ucha przeciętnego obywatela uczenie dziecka w domu jest krzywdzącą izolacją dziecka od społeczeństwa i skazywanie go na ograniczony rozwój pod nadzorem nie kompetentnych rodziców. Zwolennicy domowej edukacji mają na ten temat zupełnie inne zdanie. Trierdzą, że jest ona bardzo korzystna dla dziecka, gdyż oszczędza mu dużo sresu i czasu. Ich zdaniem uczeń w szkole marnuje bardzo dużo cennych godzin. Tę samą wiedzię może o wiele szybciej przyswoić i w o wiele krótszym czasie w domu pod okiem rodziców. Pozostaje mu bardzo dużo wonego czasu na rozwijanie własnych zainteresowań i realizwoanie pasji. Inne zalety domowej edukacji to większa kontrola rodzicielska, a także silna więź między rodzicami, a dziećmi.
Patologiczna szkoła
Szkoła traktuje wszystkich uczniów na jednym poziomie. Nie ma w niej miejsca na indywidualność. Wszyscy mają w takim samym czasie przywoić określony materiał, bez względu na ich możliwości i zdolności. Poza tym w szkole dziecko spotyka się z rozmaitymi patologami, używkami, narkotykami, patologią i marginesem społecznym. Nauka w domu daje możliwość podejścia do dziecka indywidulanie, uwzględniając jego naturalne zdolności, dredyspozycje i zainteresowania. Nie ma w niej sztucznego podziału na przedmioty. Dzieci uczą się wiele rzeczy jednocześnie. Nauka nie polega jedynie na bezmyślnym wkuwaniu do głowy materiału. Wycieczka do parku, muzeum, czy zoo może być jednocześnie lekcją przyrody, geografii, matematyki.
Edukacja w domu - same plusy
Podobno dzieci uczone w domu są bardziej zdyscyplinowane, samodzielne. Potrafią same się uczyć i wyszukiwać informacje. Bardzo często mają dużo zainteresowań. Grają w zespołach sportowych, muzycznych. Biorą udział w wielu kółkach zainteresowań. Działają w fundacjach, należą do harcerstwa, uczą się jężyków obcych, dużo podróżują. W edukacji domowej biorą udział nie tylko rodzice, ale także osoby spoza rodziny, np. wynajęci nauczyciele, czy znajomi, którzy na dany temat mają o wiele bogatszą wiedzę. Dzieci kształcone w domu wykazują wyższy poziom wiedzy od ich rówieśników uczęszczających do szkoły o ok. 30%. Ponadto o wiele częściej udzielają się społecznie i polityczni. Współczynnik zaangażowania w życie społeczne dla dzieci ze szkół publicznych wynosi 35%, a dla dzieci uczonych w domach aż 70%.
Według badań przeprowadzonych przez Instytutu Frasera w Vancouver w Kanadzie, dzieci uczone w domach są szczęśliwsze, lepiej przystosowane społecznie i bardziej towarzyskie niż ich rówieśnicy uczeszczający do szkół. 98% z nich bierze udział w co najmniej dwóch ponadprogramowych dziedzinach tygodniowo takich jak wycieczki terenowe, lekcje muzyki itp.
Dziecko – "własność" rodziców czy państwa
Rodzice mogą decydować o tym do jakiej szkoły poślą dziecko, na jakie dodatkowe zajęcia je zapiszą, ale o tym, że dziecko będą uczyć w domu nie mogą sami zdecydować. Aby zabrać dziecko ze szkoły potrzebują zgody dyrektora szkoły rejnowej, do której dzicko powinno uczęszczać. To również dyrektor ustala warunki na jakich odbedzie się spełnianie "obowiązku szkolnego poza szkołą". Państwo nie pozwala rodzicom decydować o edukacji swoich dzieci. Los ich pociech nie leży w ich rękach, tylko decyduje o tym urzędnik państowy. Jakim prawem osoba zupełnie obca wie lepiej co jest lepsze dla naszego syna, czy córki?
Tylko dla wybranych?
Jeśli chcemy sami edukować swoje dzieci musimy wziąć pod uwagę, że musimy mieć przede wszystkim na to czas. W 88% to nie pracujące mamy zajmują się edukacją swoich dzieci. W 1/3 tych rodzin ojcowie zajmuje wysokie, dobrze płatne stanowiska, ale kolejne 33% rodzin nie osiąga nawet średniej krajowej dochodów, więc pieniadze nie są tu najwążniejszym czynnikiem.
Są i przeciwnicy
Przeciwnicy domowego nauczania uważają, że dziecko uczone w domu jest "wychowywane pod kloszem". Dziecko ma ograniczony kontakt z rówieśnikami. Szkoła to nie tylko lekcje, ale również lekcja życia. Chodzenie do niej wiąże się ze stresem, poczuciem niesprawiedliwości, rozczarowaniami, ale takiej jest również życie poza szkołą i dziecko powinno się do tego jak najwcześniej przyzwyczajać i uczyć sobie radzić z trudnymi sytuacjami, rozwiązywać konflikty. Poza tym to właśnie w szkolnej ławie nawiązują się pierwsze przyjaźnie i sympatie. Odbierając dziecku możliwość uczestnictwa w szkolnym życiu okradamy go z bardzow wielu wspomniej.
Jestem przeciw
"I z radością wysyłam dziecko do tej strasznej, eksperymentalnej i potencjalnie patologicznej szkoły, ponieważ jego późniejsze życie będzie równie albo i bardziej eksperymentalne i potencjalnie patologiczne. W pracy, sąsiedztwie, placówkach handlowych, urzędach, zakładach usługowych i na ulicach moje dziecko zetknie się w przyszłości z całą kolekcją spontanicznych eksperymentów rożnych ludzi i instytucji i im bliżej prawdziwego życia jest obecnie, tym
lepiej dla niego. Jak ktoś wybiera trzymanie pod kloszem, do czego ma ustawowo zagwarantowane prawo, to wybiera. A jak ktoś się pyta, co o tym myślą inni, to powtórzę: myślę, że to straszna głupota" – twierdzi vharia.
Więcej informacji:
www.armiadawida.pl/artykul.php?id=20070913a
www.edukacja.domowa.pl
www.edukacjadomowa.pl
www.edukacjadomowa.piasta.pl







