Problem bycia w związku z mężczyzną uzależnionym od matki może być ciężki dla jego partnerki, oczywiście wiele zależy do siły tej więzi, a także od postawy żony.
Kobiety nie lubią maminsynków, jak to się dzieje, że jednak się z nimi wiążą, zakładają rodziny? Na początku znajomości może wydać się kobiecie, że dobre relacje z rodziną, szacunek dla matki czyni z potencjalnego partnera dobrego kandydata na męża i przyszłego ojca rodziny. Niestety, po pewnym czasie, zwykle gdy do związku zdążyły już się wkraść silne uczucia, partnerka przekonuje się, że jej wybranek prezentuje postawy i zachowanie, które spycha ją w jego życiu na plan dalszy. Dobrze jest wtedy postawić granice lub odejść, w przeciwnym razie może być już tylko gorzej.
Podczas uroczystości ślubnej słyszymy czytanie z księgi rodzaju Rdz 2, 18- 24: „ (...) Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.” Jest jednak wiele mężczyzn, którzy jeżeli te słowa słyszą, to ich nie rozumieją. Taki właśnie mąż oczekuje od swojej żony uwielbienia jego osoby, pochwał podejmowanych przez niego działań, wyręczania, czy minimalizowania jego obowiązków, słowem tego, do czego przyzwyczaiła go jego matka, która jeżeli stawiała granice synowi, to jedynie względem siebie. W stosunku do partnerki, maminsynek odznacza się często arogancją, brakiem szacunku i czułości. Tak wychowana kaleka życiowa ma słaby charakter, dający sobą przewodzić osobie sprytniejszej i silniejszej, świadomej siły wpajanego strachu, poczucia winy, czy uzależniając go od siebie szafowaniem komplementami, bądź dobrami materialnymi. Syn wówczas słucha rad matki, godzinami z nią dyskutuje, stawia jako autorytet, wychwala, jednocześnie wytykając żonie jej braki.
Jego partnerka ponosi konsekwencje wychowania męża przez swoją teściową, która mimo założenia przez syna nowej rodziny jest cały czas obecna w jego związku. Szpieguje, kontroluje, podejmuje decyzje za swoja synową i syna, tłumacząc się ze wszystkiego tym, że się troszczy, kocha i chce dobrze.
Teściowa, gdy pojawiają się wnuki stara się przeciągnąć je na swoją stronę rozpuszczaniem. Wiadomo, że dziecko lub osoba zniewolona przez swoją pychę, zwykle o słabym charakterze, jest przekupna. Łatwo ją pozyskać dobrym słowem oraz materialnymi dobrami i brakiem zakazów. W takim układzie żona nie ma posłuchu i poważania u męża, poniżana jest przez teściową, a także w traci szacunek u swoich własnych dzieci. Obniża się jej własna wartości, wkrada się poczucie winy, czyniąc ją jedynie odpowiedzialną za zaistniałą sytuację. Przecież nie można dwóm panom służyć, a każde małżeństwo wewnętrznie niespójne się rozpada.
Czy życie w związku z maminsynkiem jest problemem beznadziejnym i nie da już się zmienić takiej sytuacji? Trzeba mieć świadomość, że ciężko jest czasami dokonać zmian w postrzeganiu świata, czy w zachowaniu człowieka, nad którym pracowano świadomie, bądź nieświadomie latami. Ważne jest w takich sytuacjach, aby w miarę szybko wyznaczać granice, zarówno mężowi, jak i teściowej. Jednak nie zawsze kobieta jest na tyle silna, aby podejmować tego typu kroki. Czasem traumatyczne przeżycia zmuszają ją do zmiany postępowania. Rozmowy z partnerem mogą nie przynieść spodziewanego efektu, a wręcz zaszkodzić żonie, której partner może zarzucić zazdrość lub złe intencje. Kobiety muszą odbudować swój system wartości, często jest to możliwe przy pomocy psychologa lub osoby z zewnątrz. Przy czym, potrzeba z jej strony konsekwencji, stanowczości. Terapii należało by poddać i męża, jeżeli nie u specjalisty, to przy udziale osoby nie związanej blisko ze sprawą, by uświadomić mu jak sytuacja wygląda z boku. Często i te działania nie przynoszą rezultatu. Wydaje się, że radykalne kroki, takie jak postawienie sprawy na przysłowiowym ostrzu noża, może rozjaśnić w głowie maminsynkowi jego krótkowzroczność. Jednak każda z tych możliwości może nie przynieść spodziewanych efektów, gdyż zależy to od siły nasilenia tego zjawiska, a także, jak już zostało wspomniane, od postawy żony.







